poniedziałek, 11 listopada 2013

Rozdział 7: Przepowiednia

Przeszywający ból. To czułam po przebudzeniu. Moje ramię. We śnie jakoś nie bolało... Wstałam powoli i wzięłam bandaż. Poszłam do łazienki i przemyłam ramię lodowatą wodą, następnie zabandażowałam je. Nie pomogło. Bolało dalej. Zeszłam na dół, mama czekała na mnie w kuchni ze śniadaniem.
       - Co ci się stało w rękę? - zapytała
       - Eee....... Nic takiego. - odpowiedziałam
       - Jak to nic takiego? Przecież widzę.
       - No bo....... Wczoraj...... Julie podawała nożyczki Suzie, a ja nie zauważyłam, biegłam i się odarłam o nie... - próbowałam jakoś efektywnie skłamać.
Mama popatrzyła na mnie podejrzliwie. Zmierzyła wzrokiem moje ramię, jakby próbowała mnie jakoś sprawdzić.
       - No dobrze, niech ci będzie. To dzisiaj zostajesz w domu. - powiedziała stanowczo
       - Mogę? - zapytałam z nutką radości w głosie.
       - Tak. Idź się połóż, ja już muszę jechać do pracy. Tata wyjechał na delegację do Francji, wraca za 3 miesiące. Jesteś więc dzisiaj sama w domu. - powiedziała zmierzając do drzwi.
       - Dobrze. Jak co to dzwonię - uśmiechnęłam się.
       - Okey. - powiedziała wychodząc.
Podskoczyłam lekko z radości i popędziłam na górę. Położyłam się jeszcze chwilę do łóżka i załączyłam telewizor. To lubię! Nagle przed telewizorem pojawił się Natan. Usiadłam na łóżku i czekałam, aż powie po co się zjawił.
       - Musisz iść do szkoły - powiedział stanowczo.
       - Dlaczego tak uważasz? - zapytałam lekko zdziwiona.
       - Bo musisz iść dzisiaj też do kotłowni.
       - Spokojnie. To, że zostaję w domu to nie znaczy, że tam nie pójdę. Tak samo jak wczoraj wyruszę tam po południu - uśmiechnęłam się - Klucz mam przecież przy sobie.
       - Aaa. Chyba, że tak - uśmiechnął się - Masz plan. Niekiedy będę go pożyczać, ale dzisiaj PO POŁUDNIU tobie się bardziej przyda.
       - Dzięki - powiedziałam odkładając plan na biurko.
       - Dobra. To ja nie przeszkadzam. Daj znać, jak będziesz wyruszać.
       - Okey - powiedziałam, a on zniknął.
Położyłam się wygodnie i włączyłam jakiś film.



Była już 15:00. Właśnie zbierałam się, aby jechać do szkoły. Naszyjnik pod bluzką, nóż w kieszeni, klucz też, mapa również.
       ~Wychodzę już - powiedziałam telepatycznie do Natana wychodząc z domu
       ~Dobra, powodzenia. Jakbyś miała jakieś pytania to wal.
Nie odpowiedziałam tylko wsiadłam na rower. Założyłam czarny sweter z kapucą. Nikt nie mógł mnie zauważyć, bo przecież nie było mnie dzisiaj w szkole... Dotarłam tam w miarę szybko. Popędziłam prosto do kotłowni. Drzwi były zamknięte, więc je otworzyłam i za sobą zamknęłam. Wyciągnęłam plan. Pierwszy pokój, jaki chciałam dzisiaj sprawdzić krył się za stosem kartonów. Odsunęłam je i faktycznie były tam drzwi. Czym prędzej weszłam, o dziwo były otwarte. Pokój był o wiele mniejszy od głównego. Były tam jednak kolejne stosy różnych pudeł. Westchnęłam i już chciałam iść, ale moją uwagę przykuł obraz, leżący w jednym pudle. Przedstawiał...... Amandę. Odwróciłam do tyłu, chciałam zobaczyć datę. Nie było nic. Tylko jakiś kawałek papieru się odrywał.
       ~Oderwij go - usłyszałam głos Natana w myślach.
Jak kazał tak też zrobiłam. Moim oczom ukazał się klucz. Stary, zakurzony klucz. Obejrzałam go dokładnie. Zauważyłam jakiś wyryty napis. Tylko co to mogło znaczyć? Było tam napisane to: 本書引出的勝利 . Nie umiem po chińsku przecież... Schowałam go do kieszeni, obraz odłożyłam na miejsce. Rozglądnęłam się jeszcze po tym miejscu. W kącie leżała kartka. Podniosłam ją, z nadzieją, że coś odczytam. Niestety. Pisało na niej coś takiego:
"當死亡來臨時,人們會來救贖,和救贖來的時候會有引起混亂。此人將選擇的任務,它具有潛在的能力和力量,它是不是有一個線程。因此,預言說,它會很快。拯救會來來去去。變化可能預言流時間壓力之下,所以快點!讓我們的人沒有讓人失望... . "
 
I co ja biedna miałam z tego zrozumieć? Zgięłam ją na pół i wyszłam. Pojechałam do domu. Gdy byłam już na miejscu usiadłam przy biurku. Koło mnie pojawił się Natan.
       - Co masz? - zapytał
       - Kartkę i klucz.
       - Na tym kluczu coś pisze, czy mi się tylko wydaje?
       - Pisze, pisze. Ale co? Tego nie wiem. Chyba w takim samym języku jak na kartce. - powiedziałam
       - Ten napis na kartce wygląda jak jakaś przepowiednia... - powiedział zamyślony - Twoim zadaniem jest to sprawdzić. Jutro możesz tam nie iść, ale musisz to w zamian rozszyfrować.
       - Dobra - powiedziałam, a on zniknął.
Otworzyłam laptopa.
 
 
Po ok. 2 godzinach udało mi się rozszyfrować przepowiednię na kartce. Pisało tam:
"Gdy śmierć przyjdzie do niej, dla ludzi przyjdzie zbawienie, a gdy przyjdzie zbawienie nie będzie chaosu przez nią wywołanego. Do zadania tego wybrana osoba będzie, która potencjał ma jak nikt, która ma w sobie moc i siłę, jakiej ona nie ma. Tak ta przepowiednia mówi, że stanie się niebawem. Wybawienie przyjdzie i odejdzie. Zmienić się może przepowiednia pod presją płynącego czasu, spiesz się więc! Niech osoba ta nie zawiedzie..."
 
Niewiele z tego zrozumiałam. Może Natan zrozumie. Pokażę mu to we śnie.
 
 
 
Ciąg dalszy nastąpi....
 

 

2 komentarze:

  1. Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. PS. Bardzo oparte na faktach ( nozyczki ) ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. PS. Bardzo oparte na faktach ( nozyczki ) ;-)

    OdpowiedzUsuń