wtorek, 5 listopada 2013

Rozdział 2: Sen

Wśliznęłyśmy się cicho do domu. Byłyśmy już w pokoju Julii. Usiadłyśmy pod ścianą. Żadna z nas jak na razie nie odważyła się powiedzieć choćby słowa. W końcu postanowiłam się odezwać.
       - To.... Jak? Co to w ogóle było?
       - Zależy co. Widziałyśmy mnóstwo strasznych rzeczy... - burknęła
       - Wszystko. To przecież niemożliwe. Demony nie istnieją....
       - Czyli mówisz, że to tylko nasza wyobraźnia?! - powiedziała drwiąc sobie ze mnie
       - Nie wiem. I nie odpuszczę póki się nie dowiem - sama nie wierzyłam w to co mówię
       - Czyli znowu chcesz tam iść? - zapytała cicho
       - Tak...
       - Nie zostawię cię tam samej - uśmiechnęła się
       - Dobra. Lepiej chodźmy spać, bo rano nie wstaniemy.
Jak powiedziałam tak też zrobiłyśmy. Julie zasnęła prawie od razu. Ja jednak nie umiałam. Byłam zmęczona, ale demony i potwory, jakie spotkałyśmy mnie ciągle nawiedzały. Ten chłopak... Ciągle miałam go przed oczami. Tą twarz. Bladą i pokrwawioną. Takich widoków się nie zapomina. Długo gapiłam się w ścianę. Przed moimi oczami przelatywały maski tych potworów, słyszałam warczenie tego zwierzęcia? Raczej nie można tak tego nazwać... W końcu zasnęłam. Śnił mi się dziwny, potworny sen. Byłam w piekle... Chyba. Dookoła była lawa, wszystko się paliło. Nie było tam nikogo oprócz mnie. Nagle jakby znikąd ujrzałam przed sobą tego chłopaka. Podeszłam bliżej. Spojrzał na mnie. Miał całkiem czarne oczy. Całkiem. Zapytałam go:
       - Kim jesteś, co tu robisz i gdzie jesteśmy? - tak wiem, pytania przez sen zawsze są głupie.
       - To świat demonów... A ja jestem jednym z nich. - powiedział ale cicho.
Odsunęłam się odruchowo.
       - Nie musisz się bać. Ja jestem "ten dobry". A przynajmniej na razie.
       - Jak to na razie?
       - Nie mam zbyt wiele czasu. Wiem jednak, że chcesz mnie o coś zapytać. Pytaj.
       - Co się stało wieczorem. Te wszystkie paranormalne rzeczy.... Wytłumacz mi to.
       - Dawno temu na miejscu tej szkoły był opuszczony budynek. W tym budynku były zebrania najważniejszych demonów miasta. Z czasem jednak ludzie nie wiedząc o tym zamienili to na szkołę. Rada demonów zaczęła się nawzajem obwiniać, czyja to wina. W końcu padło na pannę Amandę Rupert. To ten pierwszy demon, którego widzieliście. Miała kontakty z ludźmi, wszyscy myśleli, że wydała demony. Przewodniczący rady, mój ojciec, ten którego widzieliście ostatniego, na nowo wznowił spotkania, ale w nocy. Żaden człowiek nie mógł się o tym dowiedzieć. Amanda jednak powróciła i zajęła pomieszczenie na samym dole. Tam ma swoje "królestwo" i swoją armię. Robi wszystko co może, przeszkadzając mojemu tacie. Bałagan, który wczoraj widziałyście został spowodowany właśnie przez jej ludzi. Ja również przez nich zostałem zabity. Widziałem was jednak. Stwór podobny do zwierzęcia to także jej wytwór. Demony za wszelką cenę próbują pozbyć się jej ze szkoły. To jednak nie jest takie łatwe. Musisz wiedzieć, że ona nie jest demonem. Ona jest demonem i duchem. Tak jak jej armia. Zabezpieczyła swoje terytorium tak, aby żaden prawdziwy, rodowity demon tam nie przetrwał. Potrzebujemy twojej pomocy. Twojej i twojej koleżanki. Jeśli nie zostanie wypędzona, ludzie dowiedzą się, że istnieją demony. Wasz woźny jest jej sługą. Co parę dni rzuca jej kogoś na ofiarę. Wystarczy tylko jej słowo i rozpowie wszystkim jak jest naprawdę. Na końcu jej wielkiego królestwa, w miejscu najbardziej pilnowanym jest coś w rodzaju złotej korony. Powiedziała, że jeśli zdobędziemy ją dla niej, wyniesie się ze szkoły na zawsze. Rzuciła nawet na siebie klątwę. Jeśli dostanie koronę, a tego nie spełni rozpłynie się w powietrzu. Nie robimy tego tylko dla waszego dobra ale i dla naszego. Musicie znaleźć ten przedmiot jak najszybciej. Mój ojciec kazał mi przyspieszyć wasze działanie, poprzez danie wam klątwy. Ja jednak tego nie zrobię. Nie zrobię pod jednym warunkiem. Musicie się sprężyć. Spotkamy się za niedługo.
       - Kiedy? Nie rozumiem. - powiedziałam zasłuchana w jego historię.
       - Wszystko zrozumiesz z biegiem czasu - powiedział i rozpłynął się w powietrzu.
Stałam tam jeszcze chwilę. Nagle znalazłam się w zupełnie innym miejscu. Było ciemno. Zauważyłam tę koronę. Podeszłam do niej. Był tam wyryty jakiś napis, ale nie byłam w stanie go odczytać. Obejrzałam się za siebie. Zobaczyłam armię duchów i tą Amandę. Zanim zdążyłam dotknąć korony pojawiła się przede mną i rzuciła mną o ścianę. Wyszeptała jakieś słowa. Wyczarowała kosę i już chciała ze mną skończyć, ale przede mną pojawił się ten chłopak, ten demon. Wypowiedział jakieś zaklęcie i ona zniknęła. Pomógł mi wstać.
       - Ten sen to była rzeczywistość w formie snu. Byłaś w pokoju koleżanki, ale cokolwiek stało ci się tutaj, stało się naprawdę. Uważaj na nią. Wystarczy jedno zaklęcie i na zawsze pozostaniesz duchem.
       - Jak mam uważać? - zapytałam, ale nie usłyszałam odpowiedzi, bo chłopak zniknął.
Krajobraz znowu się zmienił. Tym razem wszystko było białe. Nie umiałam się ruszyć. Zobaczyłam wszystkie twarze znajomych, następnie Amandy. Dało się słyszeć przeraźliwy śmiech, a później..... mój krzyk.





Obudziłam się cała spocona. Bolały mnie strasznie plecy. Nade mną stała Julie. Zerwałam się z łóżka i obejrzałam wokół siebie.
       - Co się stało? Krzyczałaś... - powiedziała lekko zaniepokojona.
Opowiedziałam jej co mi się śniło. Wszystko ze szczegółami. Patrzyła dziwnie na mnie od samego początku.
       - Nie sądzę. To raczej twoja wyobraźnia.... - powiedziała gdy skończyłam.
       - Amanda rzuciła mną o ścianę, walnęłam w nią plecami. Patrz - pokazałam jej siniaki na plecach. - Wczoraj ich nie było - dodałam
Popatrzyła na mnie niepewnie.
       - Wierzyłaś w to co się stało wczoraj, ale nie wierzysz w to co mówię teraz? - robiłam się zła.
       - Po prostu trudno mi to wszystko zrozumieć.
       - Dobra nieważne. Może faktycznie mi się tylko śniło.... - powiedziałam niepewnie.
Wyszłyśmy do szkoły. Wchodząc nie zauważyłyśmy nic dziwnego. Nic podejrzanego. Żadnej mgły, krwi, potworów, duchów i demonów. Wszystko zwyczajne. Coraz bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że to tylko mi się przyśniło. Poszłyśmy do łazienki, tam mogłyśmy spokojnie porozmawiać. Nagle usłyszałam ciche szepty.
       - Słyszysz to? - zapytałam cicho.
       - Ale co? - zapytała zdziwiona.
       - Te szepty - powiedziałam drżącym głosem.
Nagle w łazience pojawił się ten chłopak. W ręce miał sztylet. Zerwałam się na równe nogi, tak samo jak i Julie. Pojawił się za nią, przyłożył sztylet do gardła i zniknął wraz z nią. Gdy rozpływali się w powietrzu zdążyłam jeszcze krzyknąć:
       - Co robisz? Zostaw ją!
Ale za to jedynie oberwałam bronią w rękę. Zniknęli. Nie wiedziałam co robić. Postanowiłam zatamować krwawienie i spokojnie czekać na nich. Wyciągnęłam bandaż z torby. Owinęłam rękę i usiadłam pod ścianą. Po ok. 5 minutach (czułam, choćby to było 5 godzin) usłyszałam te same szepty. Znów się pojawił. Razem z Julią. W takiej samej pozycji, w jakiej zniknęli. Ona miała przecięty policzek, ale lekko. Puścił ją i popatrzył na mnie. Uśmiechnął się krzywo i zniknął.
       - Nic ci nie jest? - spytałam podbiegając do Julii.
       - Nie.... - powiedziała - Przepraszam, że ci nie wierzyłam. Nie doszło by do tego...
Wyciągnęłam chusteczkę i podałam jej. Wytarła sobie czoło. Stanęłam przed lustrem, chciałam ułożyć sobie jakoś włosy. W lustrze jednak, zamiast mojego odbicia było jego odbicie. Otworzył usta i szepnął:
       - Wrócę w nocy.
Rozpłynął się. Wydałam głuchy krzyk, szybko stłumiony. Nie chciałam zamartwiać Julii.





Ciąg dalszy nastąpi...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz