wtorek, 5 listopada 2013

Rozdział 1: Upiorna noc

     - Nie, nie, nie i jeszcze raz nie. - powiedziałam, jak za każdym razem kiedy Suzie błagała mnie, abym razem z nią wystąpiła w szkolnym konkursie.
       - No ale dlaczego? To przecież tylko zabawa. - dalej nalegała
       - Dla mnie to raczej błaźnienie się. - burknęłam, poraz kolejny odpowiadając na to pytanie.
Zadzwonił dzwonek na lekcje. W myślach dziękowałam, że to już ta godzina, bo szybko poszłam w stronę klasy, urywając w ten sposób rozmowę z Suzie. Wzięłam torbę i stanęłam pod ścianą. Przymróżyłam lekko oczy. Byłam trochę niewyspana. Zamknęłam oczy. Nagle ktoś mną mocno szarpnął. Momentalnie otworzyłam oczy. Zauważyłam przed sobą Julię. Coś do mnie mówiła.
       - Co...? - spytałam lekko zaspana.
       - Dlaczego nie chcesz z nami wziąć udziału w Mam Talent? - wręcz krzyczała
       - Nie mam zamiaru się zbłaznić. - mruknęłam cicho
       - No ale przecież ta piosenka jest ok... - powiedziała
       - Nie umiem śpiewać, a wy chcecie, żebym była jedną z wokalistek.
Koło niej stanęła Suzie. Obydwie założyły ręcę "na krzyż", skrzywiły się, zmrużyły oczy i przekrzywiły głowę. Zawsze tak robiły, jak nie chciałam się na coś zgodzić. Przewróciłam oczami.
       - Ale ja nie chcę - powiedziałam zrozpaczona
       - Prosimyyy - powiedziały obydwie jednocześnie.
Uśmiechnęłam się szyderczo.
       - Co za to dostanę? - spytałam szczerząc się
Julia spojrzała na mnie z przymróżonymi oczami.
       - Mogę zrobić coś, co chcesz. - uśmiechnęła się krzywo
       - Hmm - powiedziałam zastanwiając się.
       - Mogę ci pomóc myśleć - wtrąciła się Caroline, stojąca obok nas.
       - Podsłuchiwałaś? - spytałam
       - Nie.... Może.... Dobra, tak - powiedziała
Pokręciłam głową i przewróciłam oczami.
       - Co masz na myśli? - spytałam
       - Chodź, powiem ci ale na osobności - powiedziała ciągnąc mnie gdzieś na bok.
Poszłam za nią.
       - Niech pójdzie do kabiny woźnego i weźmie jakiś klucz do czegoś, do jakiejś sali, przyniesie ci go i weźmie coś z tej sali, z której wzięła klucz.
Popatrzyłam na nią z ciekawością.
       - Zastanowię się, ale dzięki za pomysł - powiedziałam uśmiechając się wrednie.
Wróciłam na miejsce pod ścianą. Nauczycielka dość długo nie przychodziła... Kopnęłam się sprawdzić zastępstwa. Oczywiście nasz ukochany przewodniczący Gasper nie powiedział, że pani Dregmos jest chora. Powiedziałam to paru osobom i ruszyłam do świetlicy. Za mną poszła oczywiście cała klasa. Weszłam, oczywiście nikogo tam nie było. Usiadłam przy stole i położyłam na nim głowę. Przede mną ktoś usiadł. Podniosłam głowę, zauważyłam oczywiście Julię.
       - Masz już jakieś zadanie dla mnie? - zapytała
Pomyślałam chwilę. Nic mi nie przychodziło do głowy.
       - Idź do kabiny woźnego, zabierz klucz z kotłowni i wejdź tam ze mną - uśmiechnęłam się.
       - Dobra.
       - Dobra? Myślałam, że odmówisz.... - powiedziałam zdziwiona
       - Już dawno chciałam tam iść... - uśmiechnęła się.
Odwzajemniłam uśmiech.
       - O której? - zapytałam.
       - Po lekcjach - powiedziała - Ale Suzie niech się nie dowie. Jeszcze by wypaplała...
       - Ok, nie ma sprawy. - uśmiechnęłam się.
Ze stolika obok było słychać głośne śmiechy. Nie zdziwiło mnie to zbytnio. Siedziały tam bowiem 3 "plastikowe" dziewczynki. Maddie, Clarissa i Violetta. Trzy tzw. plastiki. Miałam ich dość. Największe plotkary w klasie, mogłabym rzec, że nawet w szkole. Ze stolika po lewej słyszałyśmy z Julią przekleństwa i męskie śmiechy. Ugh. Siedziały tam największe zakały naszej klasy. Kto? Już mówię. Matthew Collet, Camil Sensive, Paul i Sebastian Wern (bracia), Camil Loctick. Tych zakał jest więcej, ale akurat dziś ich nie było. Nie cierpię ich. Popisują się jak nitk i myślą, że są spoko. Ze stolika na przeciwko nas nie było słychać nic. Czemu? Bo Gasper, Matthew (Clarict), Bart, John rysowali, oczywiście auta. Ich chore hobby... Obok nich był jeszcze jeden stolik, gdzie siedziała Caroline razem z Michaelem Jonsem i Michaelem Stamsem. Rozmawiali jak zwykle o zboczonych rzeczach, lub o filmach fantastycznych. Natomiast po ich prawej stronie siedziały trzy spoko nawet dziewczyny. Martha, Alex i Clara. Trzy troszkę dziwne przyjaciółki.
       - Uhh. Nasza klasa jest taka chora...
       - Noo. - powiedziała Julia
       - I co przekonałaś ją? - zapytała Victoria, która właśnie z Suzie przyszła do nas.
       - Tak - powiedziała Julia szczerząc się
Obydwie otwarły usta i popatrzyły na mnie. Kiwnęłam głową potwierdzając to. Zadzwonił dzwonek, który przerwał naszą rozmowę. Powoli wstałam i razem z Julią, Suzie i Victorią ruszyłyśmy na ostatnią lekcję. Plastyka minęła dość szybko.
       - To o której? - zapytałam
       - 17:00. Wtedy woźny zamyka sale i nie ma go w kabinie.
Kiwnęłam głową. Przebrałam się w szatni. Poczekałam na Suzie i pojechałyśmy na rowerach do domu. Musicie wiedzieć, że Suzie była moją sąsiadką. Tak jak i James, ale jest ode mnie o rok starszy, więc nie chodzi do mojej klasy. W domu nie było nikogo. Dziadek na spacerze, mama i tata w pracy, siostra w przedszkolu. Położyłam plecak i poszłam na chwilę na laptopa. Zadzwoniłam jeszcze do mamy, żeby zakomunikować jej, że śpię dzisiaj u Julii. Zanim się obejrzałam była 14:45. Czas wyjeżdżać do szkoły, w końcu umówiłam się z Julią. Czekała na mnie przy wejściu. Kiwnęłyśmy sobie głowami na przywitanie i weszłyśmy do szkoły. Nie było tam żywego ducha. Nie wiem czemu, ale wydaje mi się, że po lekcjach panowała tam straszna atmosfera. Julia chciała wejść do kabiny woźnego. Tak jak się jednak spodziewałam ona była zamknięta. Zrobiłam krzywą minę.
- Mam pomysł, chodź - powiedziała, a raczej szepnęła.
Poprowadziła nas do sali gimnastycznej. Zrozumiałam już o co chodzi. Jedne z drzwi, to było drugie wejście do jego gabinetu. O dziwo było otwarte. Weszłyśmy szybciutko. Stanęłyśmy przed ścianą, na której było powieszonych mnóstwo kluczy. Szybko odnalazłam napis "Kotłownia" i zabrałam klucz. Chciałyśmy już wychodzić, ale usłyszałyśmy kroki. Woźny. Zamknął wszystkie sale i wraca się do kabiny po swoje osobiste rzeczy, a potem zamyka szkołę. Panicznie szukałyśmy jakiejś kryjówki. W końcu zauważyłam jakieś pudła. Schowałyśmy się za nimi. Tak jak myślałam, przyszedł woźny. W jednej ręce trzymał pęk kluczy, którymi zamykał sale. W drugiej trzymał........ nóż. Zakrwawiony nóż. Ale pomyślmy logicznie. Po co woźnemu nóż? I to jeszcze cały we krwi. Pokazałam to Julii. Zrobiła się blada jak ściana, zresztą tak samo jak i ja. Na szczęście woźny zabrał jakąś torbę, schował narzędzie zbrodni do niej, wziął klucze i zamknął nas tam. Nie, nie w kabinie (chociaż też). Zamknął nas w szkole. Rozumiecie? Zamknięte w szkole. Na całe 12 godzin lub więcej. Podzieliłam się moją teorią z Julią. Ona właśnie wręcz przeciwnie, była z tego powodu zadowolona.
       - Możemy iść do kotłowni i nikt nam nie przeszkodzi! - powiedziała uradowana
       - No... o tym nie pomyślałam - uśmiechnęłam się.
Już miałyśmy wychodzić. Ale moment. Byłyśmy tam zamknięte. Wzięłam pęk kluczy, leżący na stoliku. Z nimi to możemy otworzyć wszystko. Podążyłyśmy w kierunku kotłowni. Zeszłyśmy do szatni i zaczęłyśmy iść długim korytarzem. Na jego końcu była kotłownia oczywiście. Nagle Julia stanęła. Stanęła w miejscu bez słowa.
       - Co.... - nie dała mi dokończyć, bo zamknęła mi usta.
Pokazała palcem przed siebie. Wytężyłam wzrok. Zobaczyłam to. Widziałam pomocnika woźnego. Zakrwawionego leżącego na ziemi. Był widocznie pocięty nożem. Tym nożem.... Nagle koło niego pojawiła się jakaś postać. To była dziewczyna. Niewysoka o czarnych, długich włosach, ubrana w białą, długą suknię. Na twarzy miała jakąś potworną maskę, która zakrywała jej nawet oczy. Pojawiła się tak nagle. Myślałam, że to moja i Julii wyobraźnia płata nam figle. Nie. Postać nas zauważyła. Mało tego. Zaczęła podążać w naszą stronę. Wolno, ale chyba coraz szybciej. Szarpnęłam Julię za ramię, zaczęłyśmy uciekać. Postać wyraźnie zaczęła nas gonić. Po co? Nie wiem. Nawet nie wiem kim była. Pobiegłyśmy schodami na górę. Na najwyższe piętro. To pewnie dziwnie zabrzmi, ale była tam mgła. Potworna, gęsta mgła. Jeszcze nigdy nie widziałam w szkole mgły. Brnęłyśmy przez nią, nawet nie miałyśmy pojęcia gdzie. Zauważyłam salę numer 13. Pociągnęłam za klamkę. Klasa była otwarta. Czy to niedziwne? Sala o najbardziej pechowym numerku.... Otwarta..... Goni nas jakiś demon..... Uciekamy przez mgłę.... Straszne. Weszłyśmy, a raczej wbiegłyśmy tam.
       - Zamknij na klucz - wrzeszczała Julia
       - Już, szukam go - powiedziałam drżącym głosem.
Ręce trzęsły mi się jak nigdy. Znalazłam! Znalazłam ten klucz. Zamknęłam i odetchnęłam siadając przy drzwiach. Usłyszałyśmy szuranie. Wyraźne szuranie, następnie warczenie. Koło biurka pani stał.... Właściwie nie wiem co to było. Wielkości wilka, koloru psa, uszy jak koń, nie miał sierści, miał skórę, zęby jak tygrys, ogon jak lew. Czteronogi potwór zaczął iść w naszym kierunku warcząc przy okazji. Trzymałam w ręce klucz z trzynastki. Nie byłam w stanie się ruszyć. Byłam sparaliżowana strachem. W końcu Julia wyrwała mi go z ręki i otworzyła salę. Uciekłyśmy jak najprędzej i w ostatniej chwili. Zamknęłyśmy ten potworny pokój. Rozejrzałyśmy się. Mgła była nadal, ale demona ani śladu. Wyjrzałam przez okno. Było już ciemno. Ruszyłyśmy przed siebie. Naszym oczom w końcu ukazał się pokój nauczycielski. Usłyszałyśmy jakieś kroki. Jedynym schronieniem był właśnie ten "zakazany" dla uczniów pokój. Nie zastanawiając się otworzyłyśmy go i weszłyśmy. Naszym oczom ukazał się straszny widok. Wywrócony stół. Połamane krzesła. Zakrwawione ściany. Strugi krwi spływały po monitorach komputerów. Wszędzie było pełno szkła. Na suficie były ślady..... Kopyt. Idąc przez ten potworny bałagan nagle zamarłyśmy. Zobaczyłyśmy jakiegoś czarnowłosego chłopaka. Jego ręka leżała obok niego, a głowa była przecięta na pół. Leżał w kałuży krwi. Nie miałyśmy żadnych wątpliwości, że nie żyje. Popatrzyłyśmy po sobie. Obydwie byłyśmy blade jak ściany. Na szafkach były pęknięte butelki. Na jednym oknie zauważyłyśmy napis "Get out". To sformułowanie było nam dobrze znane. Postanowiłyśmy jak najszybciej stąd uciekać. Ale hola, hola. Nie tak prędko. W drzwiach do pokoju ktoś stał. Jakiś facet. Tak jak tamten demon, miał maskę i tak samo czarne włosy jak ten zabity chłopak. Jakby ktoś mi powiedział, że to rodzina, uwierzyłabym. Schowałyśmy się. Czekałyśmy dobre kilkadziesiąt minut. W końcu wyszłyśmy. Facet zniknął. Chłopak zresztą też. Postanowiłyśmy skorzystać z okazji i uciekłyśmy na parter. Szybko otworzyłam szkolne drzwi, a następnie je zamknęłam. Zaczęłyśmy biec w stronę domu Julii. Z daleka widziałam jeszcze, przez okna, jak światła zaświecają się i gaszą. Przyspieszyłam więc tempa. Doszłyśmy do jej domu była 3 nad ranem.

 

Ciąg dalszy nastąpi...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz