- Mówiłem ci, że nie masz się czego bać. - powiedział
- Wolę jednak mieć się na baczności.
- Jak wolisz - wzruszył ramionami - Rozumiem, że dzisiaj już idziesz do jej siedziby?
- No właśnie..... Woźny zabrał mi klucze.
- Co?! - warknął - Nie tak się umawialiśmy - powiedział, a w jego ręce zalśnił sztylet.
- Odzyskam go, ale nic mi nie rób - powiedziałam cofając się o krok.
Przygwoździł mnie do ściany.
- Kiedy? - zapytał trzymając sztylet przy mojej szyi.
- Nie wiem, może dzisiaj - odpowiedziałam spokojnie
- Nie może tylko kiedy? - warknął
- Dzisiaj - powiedziałam
Odsunął się chowając sztylet.
- Wiesz co będzie, jak nie dotrzymasz obietnicy? - uśmiechnął się wrednie
- Wiem...
- To dobrze. Widzimy się potem.
- Zaczekaj! Jak mam cię nazywać? - zapytałam
- Natan. Natan Cross. - powiedział po chwili niepewnego milczenia
Kiwnęłam głową, a on zniknął. Nie byłam już tak roztrzęsiona jak za pierwszym razem. Co nie oznacza, że się go nie bałam. Rozczesałam do końca włosy, starałam się nie spoglądać w lustro. Przyznajmy, żyłam w strachu.
•
Wzięłam torbę i wyszłam do szkoły. Ranek był wyjątkowo..... mglisty. Szłam więc jak najszybciej mogłam. Raz po raz słyszałam jakieś szepty. To pewnie była moja wyobraźnia. Byłam mniej więcej w połowie drogi. Nagle ujrzałam daleko przed sobą jakąś postać. Szłam dalej. W końcu zauważyłam, że to Amanda. We własnej postaci. Włosy miała rozczochrane, była ubrana w tą samą sukienkę, w jakiej pierwszy raz ją widziałam. Stanęłam jak wryta, nie wiedziałam co robić. Była coraz bliżej. W końcu słyszałam nawet jak wypowiada jakieś słowa. Zaczęłam cofać się do tyłu. Walnęłam jednak tyłem buta o krawężnik i rąbnęłam na ziemię. No brawo. Załatwiłam się. Była zaledwie 4 metry ode mnie. Wyczarowała kosę. Było po mnie. W ostatniej chwili (dosłownie, ona się już zamachnęła) przede mną pojawił się Natan, z mieczem.
- Uciekaj - krzyknął unikając zarazem ciosu kosą.
Szybko się podniosłam, nogi miałam jak z waty. Zaczęłam uciekać w stronę szkoły. Niezliczoną ilość razy oglądałam się za siebie. Widziałam ich, jak walczyli, jak się przemieszczali. Dotarłam do szkoły. Zdyszana przebrałam buty i popędziłam do łazienki. Usiadłam pod ścianą. Objęłam rękami nogi i schowałam głowę tak, że było mi widać tylko oczy. Nasłuchiwałam. Czego? Czegokolwiek podejrzanego. Czegoś nienormalnego. To było straszne. Pojawiła się przede mną tak znikąd, tak samo jak Natan. Jak ja bardzo byłam mu wdzięczna, że wtedy się tam pojawił. Gdyby nie on, byłoby po mnie. Zresztą, ja nie wiem, czy przeze mnie nie jest po nim. Nie znam się na demonach. Nie wiem jakie mają możliwości. Nie wiedziałam, że istnieją. Drzwi łazienki się otworzyły. Weszła Julie. Podbiegła do mnie.
- Co się stało? - spytała zaniepokojona.
- Amanda chciała mnie zabić, jakby nie Natan, ten chłopak to byłoby po mnie - powiedziałam, a głos mi się łamał jak jeszcze nigdy.
- Co? Ale... Ona nie miała być tylko na terenie szatni/szkoły? - zapytała
- Widocznie nie.
Usiadłyśmy obie w mojej pozycji. Zadzwonił dzwonek, widocznie na przerwę. Wyszłyśmy więc na korytarz. Stanęłam pod ścianą. Podeszła do mnie Suzie.
- Katie, co jest? - zapytała całkiem poważnie
- Nie, nic. - odpowiedziałam zamyślona
- Przecież widzę...
- Nie wyspałam się po prostu.
- Wiem kiedy jesteś niewyspana. Stało się coś innego prawda? Ale co? - nie ustępowała
- Nic.... - powiedziałam
W tym momencie zadzwonił dzwonek przerywając jednocześnie naszą rozmowę.
•
Na lekcjach byłam jak nieprzytomna. Ciągle myślałam o zdarzeniu z rana. Nagle usłyszałam szept. Ale nie taki szept, który wszyscy słyszą. Taki szept w mojej głowie. Prawie od razu zrozumiałam, że to Natan.
~Nie zapomnij o umowie - powiedział w mojej głowie
No tak! Klucz! Klucz z kotłowni. Obiecałam mu, że dzisiaj go zdobędę.
~Nie zapomniałam, wezmę mu dzisiaj ten klucz.
~Dobrze. Ale nie idź tam dzisiaj. Muszę ci coś wytłumaczyć, oczywiście w nocy we śnie.
~Rozumiem, tak zrobię - powiedziałam.
Lekcja dobiegła końca. Podbiegłam szybko do Julii i na osobności powiedziałam jej o rozmowie w mojej głowie.
- Pomożesz mi? - zapytałam
- No pewnie - powiedziała prawie od razu - Mam już pomysł. Na religii idziemy do "ubikacji". Woźny zawsze wtedy idzie do kotłowni rozpalić piec. Wkradniemy się do kabiny i wykradniemy klucz.
- Dobry pomysł, tak zrobimy.
Nadeszła ta upragniona lekcja. Lekcja religii. W jej środku Julie wzięła chusteczkę i czerwony mazak. Pomalowała chusteczkę i poszłyśmy pokazać pani, oczywiście od razu puściła nas do "toalety". Pobiegłyśmy do kabiny. Była pusta i otwarta. Szybko znalazłyśmy słowo "Kotłownia". Wzięłam go i wyszłyśmy.
•
Po lekcjach od razu wróciłam do domu. Reszta dnia minęła mi bardzo szybko. Tak czy siak położyłam się do łóżka. Już miałam zasnąć, ale nagle zerwałam się z łóżka i pobiegłam do kuchni. Nalałam herbaty i przyszłam z powrotem do pokoju. Wyciągnęłam flakonik i nalałam sobie 5 kropelek płynu. Wypiłam. Nie czuć było większej różnicy. Poszłam spać. Ok. 15 minut gapiłam się w sufit, aż mi się to wreszcie udało. Tło mojego snu to znowu był ten potworny las. Koło największego drzewa czekał na mnie Natan.
- Masz klucz? - zapytał od razu
- Mam - powiedziałam i nie wiem skąd wyciągnęłam go.
Tło momentalnie się zmieniło na piękną, kwiecistą łąką.
- Skoro masz klucz, to twój sen będzie spokojniejszy i w miarę normalny - uśmiechnął się
Odwzajemniłam uśmiech.
- Mogę ci mówić po imieniu? - zapytałam
- No, a jak chciałaś mówić do mnie?
- Nie wiem. - wzruszyłam ramionami.
- A ja? Mogę? - zapytał po chwili
- Pewnie - powiedziałam - Katie, jakbyś tak nie wiedział.
- Przejdźmy do rzeczy. Legenda, o koronie, którą ci opowiedziałem jest błędna. Istnieją dwie, pomyliła mi się. Prawdziwa jest taka, że korona od dawna należy do Amandy. Jest ukryta w centralnym punkcie kryjówki. Aby Amanda została zabita, trzeba wynieść koronę, poza teren szkolny. Do jej kryjówki jednak demony nie mają wstępu. Korona jest ukryta za mnóstwem korytarzy pełnych pułapek. Ty zostałaś wybrana, aby koronę wynieść i zabić Amandę.
- Ale dlaczego akurat ja?
- Zostałaś do tego wybrana, bo masz w sobie wielki potencjał, oraz nieokreśloną tak jakby moc. Dowiesz się w swoim czasie.
- Rozumiem.
- Ahh. Zapomniałbym. To dla ciebie. - powiedział i dał mi jakiś naszyjnik z niebieskim oczkiem.
- Ale co to?
- Noś to, ten naszyjnik będzie cię chronił przed Amandą. Wysyła impulsy, których ona nie może znieść. Wycofa się i nic ci nie zrobi - uśmiechnął się
- Dziękuję. Za naszyjnik i za dzisiejszy ratunek...
- Nie ma za co. To moja rola. Dobra. Kończy mi się czas. Wpadnę jutro w nocy. - powiedział i rozpłynął się.
Właśnie w tej chwili obudziłam się. W ręce trzymałam ten naszyjnik....
Ciąg dalszy nastąpi...

Naszyjnik.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz