Po ok. 5 minutach doszłam już do siebie. Powoli wstałam, analizowałam co mi powiedział. Super. Jeśli plan spodoba się jego ojcu to zlituje się nade mną i przeżyję, jeśli nie, to umrę we śnie. Hmm. Ciekawe jak będą szukać sprawcy. Mogę już odliczać minuty, wręcz sekundy do mojej śmierci. Usiadłam przy biurku i zaczęłam gorączkowo myśleć. Przecież chcę żyć nie? Mam 25% szans, że przeżyję i pozostałe 75% szans, że umrę. Może jednak ten plan w czymś pomoże? Może plan kotłowni jest potrzebny? Nie sądzę. Mogę się też bronić. No ale proszę. Mam zabić demona? Ja? Katie Levis mam zabić Natana? Kogoś, kto ma moce nadprzyrodzone? Niemożliwe. Siedziałam przy biurku i stukałam palcami w blat. Nagle mój telefon zaczął dzwonić. Ale się wystraszyłam! Julie. Dzwoniła Julie. Długo zastanawiałam się czy odebrać. To mogła być moja ostatnia rozmowa z nią... Telefon ucichł. Sprawa rozwiązana. Zaczęłam myśleć czy dobrze zrobiłam. A może miałam odebrać? Chciałabym z całego serca usłyszeć ją po raz ostatni. No ale było już za późno. Nie chciałam oddzwaniać. Nie miałam ochoty. Dochodziła 22:00. Poszłam się umyć. Wszyscy już spali. Już chciałam się kłaść, ale coś się we mnie obudziło. Nie! Nie mogę się poddać bez walki. Mogę umrzeć, ale efektywnie. Niech mnie zapamięta. Ruszyłam do kuchni. Wzięłam tasak. Tak, wzięłam tasak. Zamierzałam z nim zasnąć, aby mieć się czym obronić. Nalałam sobie herbaty, dolałam trochę płynu z fiolki. Położyłam się i zasnęłam, w mojej ręce lśnił tasak.
•
Otoczenie było takie jak wcześniej. Las bez liści, ze strasznymi kształtami gałęzi. Dookoła panowała mgła. Gęsta mgła. Było zimno. Stałam tam i czekałam. Tak jak miałam nadzieję, w mojej ręce był tasak z kuchni. Nagle dwa metry przede mną pojawił się Natan. W jego ręce pojawił się sztylet.
- No to pora się pożegnać - powiedział i uśmiechnął się krzywo
- Ani mi się śni - powiedziałam i mocniej zacisnęłam rękę na tasaku.
Zniknął i pojawił się za mną trzymając sztylet przy moim gardle. "Nie dam się tak łatwo" pomyślałam, lekko wykręciłam sobie rękę i tasak przedziurawił mu brzuch na pół. Ja korzystając z okazji wyrwałam mu się. Szybko stanęłam za nim i przecięłam mu plecy. On gwałtownie się obrócił i oberwałam nożem w ramię i brzuch. Zrobiło mi się lekko słabo, ale i tak przecięłam mu czoło. W tej chwili moim oczom ukazał się straszny widok. Wszystkie rany się zagoiły. Uśmiechnął się. Postanowiłam znowu przeciąć mu brzuch, ale on był szybszy. Podciął mi nogi i przygwoździł do ziemi.
- Myślałaś, że demona można tak łatwo zabić? - zapytał z szyderczym uśmiechem.
- Zostaw mnie w spokoju - powiedziałam i chciałam podciąć mu gardło, ale trzymał mi ręce.
- Niby dlaczego?
- Dlatego. Nie moja wina, że twojemu ojcu nie spodobało się to co przyniosłam - warknęłam
- A skąd wiesz, że się nie podobało? - zapytał
- Hmm.. No nie wiem. Może dlatego, że chcesz mnie zabić?
- A kto powiedział, że ja chcę cię zabić? - uśmiechnął się krzywo wstając i puszczając mnie
- Fakty mówią same za siebie - powiedziałam, wstałam i już miałam przeciąć mu głowę, kiedy on chwycił moją rękę.
- Wypij to, wtedy pogadamy - powiedział
Jedną ręką trzymał moją rękę, a drugą wyciągnął jakąś fiolkę z zielonym płynem.
- Niczego od ciebie nie wezmę - warknęłam próbując na marne wyrwać rękę.
- A chcesz przeżyć? - uśmiechnął się wrednie - To twoje ostatnie sekundy życia.
Milczałam przez chwilę. Robiło mi się potwornie słabo, byłam cała we krwi. Jakby nie trzymał mojej ręki już dawno bym leżała.
- Tylko dlatego, że chcę żyć - powiedziałam cicho, bo na więcej nie było mnie stać.
Puścił moją rękę, wydawało mu się chyba, że ustoję. Ja jednak już miałam się przewrócić, ale dosłownie w ostatniej chwili złapał mnie. Ostatnimi resztkami sił złapałam fiolkę i wypiłam. Dziwne aż, że jej nie stłukłam. Po chwili moje rany się zrosły. Wszystkie oprócz jednej na ramieniu. Dalej jednak było mi słabo. Leżałam na ziemi, widziałam jak stoi nade mną. Zemdlałam.
•
Obudziłam się w zupełnie innym krajobrazie. Dookoła roztaczała się piękna, kwiecista łąka, a obok niej czysta rzeka i wodospad. Koło mnie siedział Natan. Powoli usiadłam i przetarłam oczy. Zobaczyłam go przed sobą i chciałam się cofnąć, ale złapał mnie lekko za rękę.
- Nie masz się czego bać - powiedział spokojnie, a jego niebieskie oczy patrzały w głąb moich.
- Masz rację, właśnie przed chwilą mi pokazałeś, że nie mam - powiedziałam sarkastycznie wyrywając rękę.
- Poczekaj - powiedział ponownie ją chwytając - Wszystko sobie zaraz wytłumaczymy.
Zastanowiłam się chwilę. Takie otoczenie raczej nie zwiastowało nic złego.
- Słucham więc - powiedziałam obojętnie.
- Dziękuję - powiedział chwytając obie moje ręce - Mojemu tacie bardzo spodobał się fakt, że przyniosłaś ten plan. Kiedy odczyta się go o danej godzinie pod danym kontem będzie widać sieć korytarzy prowadzących do korony. Kiedy odczytamy go normalnie, również będzie przydatny, bo pokazuje trzy inne pomieszczenia, w których również mogą być wskazówki - powiedział
- No to dlaczego próbowałeś mnie zabić?!? - prawie krzyknęłam.
- To był twój pierwszy trening. Amanda jest coraz bardziej silna. Naszyjnik w końcu może nie odeprzeć jej ataku, więc będziesz musiała radzić sobie sama. W swoim czasie treningów będzie więcej.
- I jak mi poszło w takim razie jak na pierwszy raz? - zapytałam już trochę bardziej rozluźniona z głupawym uśmieszkiem
- Jak na pierwszy raz całkiem dobrze - powiedział ze szczerym uśmiechem. - A jak ja mówię całkiem dobrze, to naprawdę ci dobrze poszło. Wiesz. Mnie nie tak łatwo zabić.
- Przekonałam się - powiedziałam z uśmiechem. - Nie zagoiła mi się rana na ramieniu. To źle?
- Nie. Musisz mieć jakaś pamiątkę z pierwszego razu nie? - uśmiechnął się
Przytuliłam go.
- Dziękuję - powiedziałam mu do ucha
- Za co? - zapytał też do mojego ucha.
- Za wszystko. Za to, że mnie trenujesz, za naszyjnik, za to coś z zielonym płynem, za fiolkę z niebieskim płynem, po prostu za wszystko. - powiedziałam puszczając go i przyjmując poprzednią pozycję.
- To chyba ja powinienem ci dziękować - uśmiechnął się i przytulił mnie.
- A za co? - powiedziałam mu do ucha śmiejąc się.
- Za wszystko, a przede wszystkim za to, że wykonasz dla mnie to zadanie - powiedział, odsunął się i uśmiechnął.
- Kiedy następny trening? - zapytałam zmieniając temat.
- Nie powiem - uśmiechnął się - Masz być zaskoczona. No i jeszcze jedno. Nie zawsze będziesz walczyć ze mną. To może wydawać się dziwne, ale mam też kolegów i koleżanki - zaśmiał się.
- Głupio będzie mi walczyć z kimś, kogo nie znam.
- Czyli rozumiem, że znasz Amandę i jej armię tak? - zapytał.
- Nie...
- No właśnie. A musisz wiedzieć, że 3/4 armii Amandy to demony.
Kiwnęłam tylko głową.
- No dobrze. Mój czas się kończy. Odłożę tasak do kuchni - powiedział śmiejąc się - Wpadnę jutro. Do zobaczenia - powiedział wstając, odwrócił się jeszcze, uśmiechnął i pomachał mi.
Odmachałam i położyłam się na trawie. Po chwili obudziłam się we własnym łóżku z potwornym bólem ramienia...
Ciąg dalszy nastąpi....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz