środa, 6 listopada 2013

Rozdział 3: Obecność

Serce waliło mi jak młotem. Pociły mi się ręce. Czyli wróci. To nie moja, ani Julii wyobraźnia. To rzeczywistość. Spojrzała na mnie, wymusiłam fałszywy, ale realistyczny niewinny uśmieszek. Otarła krew z policzka i w tym czasie zadzwonił dzwonek na przerwę. Korytarze zapełniły się innymi uczniami. Poczułam się pewnie. Już nie byłam sama z Julią. W takim otoczeniu nic nam nie groziło. Westchnęłam i ruszyłam razem z nią pod klasę. Prawie od razu podeszła do mnie Caroline.
       - Co ci się stało w rękę? - zapytała
       - Spadłam z drzewa - nieudane kłamstwo
       - Nie umiesz kłamać - powiedziała przekrzywiając głowę.
       - Nie twoja sprawa - burknęłam i usiadłam pod ścianą.
Byłam naprawdę niewyspana. W nocy ten straszny sen... Czułam, choćby w ogóle nie spałam. Zamknęłam więc oczy. Chciałam chociaż te 10 minut się rozluźnić. Nagle zobaczyłam znowu tego chłopaka. Machnął mi ręką, abym gdzieś za nim poszła. Zeszliśmy na parter, przed przebieralnię. Pojawiła się Amanda, wyciągnęła kosę i ucięła mi głowę. Spojrzałam jeszcze na niego, szczerzył się. Zadzwonił dzwonek. Widocznie zasnęłam. Obudziłam się pod ścianą cała spocona, głośno oddychając. Wstałam powoli. Wszystko było ok, to tylko moja wyobraźnia. Weszliśmy do klasy. Zajęłam swoje stałe miejsce. Siedziałam sama. Na szczęście. Na lekcji było mi dziwnie. Nic mnie nie bolało, tylko.... on. On tam był. Obserwował mnie, stał blisko mnie. Czułam jego obecność. Nie widziałam go nigdzie, nie słyszałam go. Po prostu czułam, że był. To mi przeszkadzało. Nagle do klasy ktoś wszedł. Woźny.
       - O co chodzi? - zapytała nauczycielka
       - Zginął mi pęk kluczy. Zabieram wszystkie torby aby je przeszukać. - burknął
Posłałam Julii pytające spojrzenie. Klucze były w mojej torbie. Jeśli woźny je znajdzie, zacznie coś podejrzewać. Chciałam jakoś je wyciągnąć, ale w tej chwili zabrał mi torbę.
       - Dostaniecie je po lekcji - powiedział i wyszedł.
Rozbolał mnie brzuch. Nie wiem, czy to z powodu, że zaczęłam odczuwać jego obecność jeszcze bardziej, czy dlatego, że torba, klucze i moja przyszłość leżały teraz w rękach woźnego.



Po 30 minutach wreszcie zadzwonił dzwonek na przerwę. Wszedł woźny i rozdał nam torby.
       - I jak, znalazł pan? - zapytała nauczycielka
       - Nie... - powiedział szybko i wyszedł
Jak to nie? Leżały na wierzchu. Nie dało się ich nie zauważyć. Nawet ślepy by zauważył. Otwarłam torbę. Kluczy nie było.
       - Dlaczego woźny zabrał mi klucze i nic nie powiedział? - spytałam Julię po wszystkich lekcjach
       - Nie wiem... Może nie chciał roztrząsać tego tematu. - powiedziała niepewnie.
       - Może...
Ubrałam się i wyszłam ze szkoły. Dzisiaj Suzie zostawała na dodatkowych zajęciach z siatkówki, więc szłam do domu pieszo, sama. Albo i nie? W tym czasie czułam jego obecność jak jeszcze nigdy. Nie wydawało mi się, że był ze mną. Ja to wiedziałam. Byłam pewna. Dlaczego więc nic nie mówił i się nie pokazał? Może chciał, żebym się tak czuła? Ale czemu??? Tak okropne pytania mnie dręczyły. Dotarłam do domu. Nie było rodziców - w pracy. Siostry też nie i dziadka też nie. Czyli byłam sama w domu. Zaraz, zaraz. Nie, nie sama.
       - Nie ukrywaj się, tylko się pokaż! - wrzasnęłam wreszcie do pustej ściany
Nic. Nic się nie stało. Nikt się nie pojawił. A uczucie jego obecności wciąż wzrastało.



Nadszedł wieczór. Wzięłam szybki prysznic i wskoczyłam do łóżka. Dzisiaj spanie nie przyszło mi z wielkim trudem. Zaledwie 5 minut i odleciałam. Tym razem byłam w lesie. Ale nie takim zwykłym. Na drzewach nie było liści, trawa była uschnięta. Dookoła roztaczała się straszliwie gęsta mgła. Zobaczyłam kogoś między drzewami, kto zmierzał w moją stronę. Momentalnie zaczęłam uciekać. To ten chłopak. Nagle złapał mnie za ramię.
       - Nie uciekniesz przed przeznaczeniem - powiedział, a jego oczy jak zwykle były całe czarne.
       - Jakim przeznaczeniem? Ale czemu akurat ja? - zapytałam
       - Już ci tłumaczyłem - powiedział - Ale zapomniałem czegoś dodać. Podczas snu mniej się kontrolujesz, niż gdy nie śpisz. Jednak w prawdziwym świecie nie możemy o tym rozmawiać. Posłuchaj mnie więc. Zanim pójdziesz jutro spać, dolejesz sobie do herbaty 5 kropel tego. - powiedział i podał mi do ręki flakonik, z jakimś niebieskim płynem.
       - Po co? - zapytałam
       - Abyś była bardziej świadoma i samowystarczalna również tutaj. Obiecuj, że wypijesz.
       - Obiecuję - powiedziałam po chwili milczenia. - Mam jeszcze pytanie. Czy wczoraj byłeś obok mnie przez cały dzień?
       - Nie. Ale czujesz moją obecność, dlatego, że jesteś w stanie rozmawiać ze mną w myślach. Gdy będę obok ciebie, zawsze będziesz mnie widzieć. Mój czas się kończy. Nie zapomnij wypić. Żegnaj - powiedział i odszedł mglistym lasem.
Zostałam tam sama. Nie wiedziałam jak się obudzić. Zaczęłam więc iść przed siebie. Zobaczyłam kolejną postać. Odwróciłam się i szybko odbiegłam. Przede mną pojawiła się Amanda. W tym momencie obudziłam się z wrzaskiem.
       - To tylko sen - powiedziałam do siebie uspokajając się.
Sen lub nie. W ręce bowiem ściskałam flakonik, z niebieskim płynem...



Ciąg dalszy nastąpi...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz