niedziela, 10 listopada 2013

Rozdział 5: Plan

Zacisnęłam go mocno w ręce, jakby miał przelać we mnie jakąś moc. Nie byłam do końca pewna, czy naprawdę mnie przed nią ochroni, ale skoro istnienie demonów się potwierdziło to czemu by nie? Od razu założyłam go na szyję. Przetarłam oczy i najzwyczajniej poszłam się przebrać. Dzisiaj niestety też musiałam iść do szkoły pieszo... I jeszcze na dodatek miałam lekcje na 7:10... O tej porze to jeszcze na dworze jest ciemno i mglisto. Super. Wzięłam torbę i wyszłam z domu. Było dosyć zimno. No ale cóż. Mam do szkoły dobre 2,5 km więc musiałam wyjść tak ok. 6:15 jak nie wcześniej. Naszyjnik schowałam pod koszulkę. W sumie nie wiem czemu. Szłam dosyć szybko. Wyobraźnia płatała mi figle. Słyszałam różne paranormalne dźwięki, krzyki. Zdawałam sobie jednak sprawę, że to tylko w mojej głowie. W końcu jednak ciekawość i strach był silniejszy więc obejrzałam się za siebie. Tak jak myślałam w podświadomości nikogo ani niczego za mną nie było. Odetchnęłam i znowu spojrzałam przed siebie. Zamurowało mnie. 3 metry ode mnie stała Amanda. Pojawiła się choćby znikąd. Po ok. 3 sekundach zniknęła. Mimo tego, jeszcze przez dłuższy czas stałam jak wryta, z zaciśniętą dłonią na naszyjniku. W końcu lekko się wzdrygnęłam i powoli zaczęłam iść dalej do szkoły. Amanda chce tylko, abym się jej bała. To był cel zamierzony. Chciała, żebym się jej wystraszyła, żebym się jej bała, aby budziła we mnie strach. Nie chciała mnie widzieć w swojej kryjówce. Ale czemu? Jestem człowiekiem, ona jest demonem/duchem. Może mnie zabić w każdej chwili, a ja nie mogę jej nic zrobić. To w takim razie dlaczego ona boi się mnie bardziej niż ja jej? Byłam zlęknięta. Doszłam do szkoły i nie wiem czemu, ale od razu poczułam się lepiej. Wchodząc do szatni usłyszałam w swojej głowie głos Natana.
       ~Kiedy tam pójdziesz? - zapytał telepatycznie.
       ~Po południu - odpowiedziałam tym samym sposobem.
Cisza. Chyba więc zrozumiał. Przebrałam buty i poszłam pod klasę. Ciągle myślałam o dzisiejszym, można to nazwać wstrząsie. Może to naszyjnik mnie obronił i dlatego mnie nie zaatakowała? Może uznała, że tylko mnie ostrzeże? Nie wiem. Wiem jednak, że łatwo się nie poddam i będę chodzić do jej "kryjówki" tak często, jak to będzie konieczne. Nie wiem w sumie też czemu w szkole czułam się bezpiecznie, skoro w każdej chwili Amanda mogła mnie zabić, tak samo jak i woźny. Można by rzec, że już nigdzie nie byłam bezpieczna. Wszędzie było coś lub ktoś, kto mi zagrażał. Najgorsze jest to, że ja już nie wiem, czy to prawda, czy tylko moja paranoja. No bo w sumie podsumujmy. Nawiedza mnie demon, który karze mi chodzić do kryjówki ducha, który jest zły i próbuje mnie zabić. Fajnie. Takie myślenie mnie przerażało, ale o czym innym miałabym myśleć? O butach? Ciuchach? Kosmetykach? Błagam. Nawiedzają mnie potwory, a ja mam myśleć o takich rzeczach?!? Byłam zła, ale nie wiem na co, na kogo. Chętnie bym się na kimś wyżyła, tylko szkoda, że nie mogę. Zastanawiałam się nad tym, dlaczego to niby ja jestem wybrana do tego zadania, kiedy nagle zadzwonił dzwonek na przerwę.
       - Katie, chodź na chwilę, musimy pogadać - usłyszałam Julie, która spoglądała na mnie z progu łazienki.
Wstałam i ruszyłam w jej stronę. Pokazała mi, żebym usiadła koło niej pod ścianą.
       - Powiedz mi coś. Ten demon, który chciał żebyśmy znalazły jakąś koronę czy coś dalej cię nawiedza? - zapytała
Chwilę zastanawiałam się co powiedzieć.
       - Niee, znalazł podobno jakąś bardziej zdyscyplinowaną osobę, która wykonała już dawno zadanie. On zniknął i ta Amanda też. - skłamałam
       - Na pewno?
       - Na pewno - powiedziałam i wymusiłam sztuczny uśmiech - A teraz chodź już pod klasę.
To mówiąc wyszłyśmy z łazienki. Zadzwonił dzwonek na lekcje, pierwsza była godzina wychowawcza.
       - Drogie dzieci - zaczęła pani kiedy wszyscy już usiedli - Pani Dregmos jest chora, a to znaczy, że wypadają wam dwie ostatnie matematyki, kończycie o 12:30.
W klasie rozpoczęły się głuche oklaski, szybko stłumione przez panią. Ja sama byłam bardzo zadowolona, że idziemy tak wcześnie do szkoły, wcześniej będę mogła iść do kotłowni.
       - A ty co taka zadowolona? - zapytała Caroline, która siedziała ze mną w ławce
       - A ty nie jesteś zadowolona, że idziemy tak wcześnie do domu? - zapytałam o dziwo z prawdziwym uśmiechem.
       - No w sumie... - powiedziała odwzajemniając uśmiech.



Reszta lekcji minęło dość szybko. W każdym bądź razie byłam już w domu i przygotowywałam się do wejścia w to upiorne miejsce. Naszyjnika nie ściągałam od rana, więc nie obawiałam się, że go zapomnę. Nie byłam do końca pewna czy dobrze robię, ale do kapsy wzięłam nóż. No tak na wszelki wypadek. Byłam już gotowa. Wyszłam z domu i wsiadłam na rower. Po ok. 20 minutach byłam przed szkołą.
       ~Nie jestem koło ciebie, ale jestem w twojej głowie, jakby co to pytaj - powiedział telepatycznie Natan.
       ~Dobrze, dzięki - odpowiedziałam.
Weszłam do szkoły. Z kieszeni wyciągnęłam klucz do kotłowni. Od razu podążyłam w tamtym kierunku. Była zamknięta, więc użyłam klucza. Oczywiście zamknęłam je za sobą. Moim oczom ukazało się potwornie duże pomieszczenie. Było tam nadzwyczaj dużo różnych pudeł, kartonów wypełnionych kartkami i różnego rodzaju papierami. Były chyba do spalenia, bo w jednym z rogów stał ogromny piec. Ogólnie to w całej kotłowni stały kartony, skrzynie i różnorakie inne rzeczy. Trochę byłam zdziwiona, myślałam, że będzie straszniej. Nagle usłyszałam kroki. Woźny. Woźny szedł do kotłowni. Rzuciłam się biegiem za stertę pudeł. Tak to on. Otworzył drzwi i wszedł. Przykucnęłam za tymi pudłami i obserwowałam go przez malutką szparę. Usiadł przed jedną skrzynią, otworzył ją i zaczął coś tam robić. "Szybko stąd nie wyjdę", pomyślałam. Usiadłam więc po turecku i zajrzałam do jednego kartonu. Na wierzchu leżała jakaś kartka. Po dokładniejszym przyjrzeniu się jej doczytałam napis "Plan kotłowni". Obejrzałam to szybciutko i z tego co pokazywał plan, wynikało, że z kotłowni wychodzą jeszcze 3 inne, mniejsze pomieszczenia! Jak to możliwe, że nie zauważyłam ani jednego? Wzięłam tę kartkę do kapsy. Nagle woźny wstał. Odsunął stos kartonów (na szczęście w drugim końcu kotłowni) i ukazały się mu drzwi. Wszedł do nich i zamknął je za sobą. Korzystając z okazji wybiegłam z niej i ruszyłam do domu. Przyszłam do pokoju było już ciemno. Usiadłam przy biurku.
       - Masz koronę? - zapytał Natan, który znienacka pojawił się za mną.
Gwałtownie się odwróciłam i spojrzałam na niego. Widząc go lekko westchnęłam.
       - Korony jeszcze nie mam, ale mam to - pokazałam mu plan.
       - Tylko? - zapytał z lekkim niedowierzaniem
       - Ciesz się, że w ogóle tam poszłam i że w ogóle coś mam - wypaliłam niepotrzebnie
Jego oczy na nowo zrobiły się czarne. Popchnął mnie do ściany i dusząc mnie syknął:
       - To, że wybrałem ciebie do tego zadania to nie znaczy, że stałaś się nietykalna. W każdej chwili mogę cię zabić i poszukać innej osoby, która zrobi to 2 razy szybciej od ciebie.
Puścił mnie po chwili, a ja z trudem łapiąc oddech osunęłam się na ziemię. Podszedł do biurka i przyjrzał się planowi. Jego oczy znowu zrobiły się normalne. Zaczęłam kaszleć lekko.
       - Mój ojciec to zbada, zobaczymy w nocy, czy dobrze się spisałaś, czy pora cię zmienić. - powiedział i biorąc plan zniknął.




Ciąg dalszy nastąpi...



      

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz