czwartek, 5 grudnia 2013

Rozdział 8: Przemyślenia

Okey. Przetłumaczoną kartkę już mam. A co z napisem na kluczu? To też musi coś znaczyć... Zaczęłam znowu grzebać po internecie. Co z tego, że było już po 22:00? Wkręciłam się, trzeba przyznać. Szperałam, szperałam, aż w końcu natrafiłam na jakąś stronkę gdzie był alfabet takiego pisma. Ekstra! Teraz tylko modlić się, żeby były tam słowa z klucza i jesteśmy w domu. Uważnie przeglądałam słowa i sprawdzałam, czy nie są to te z klucza. I nagle puff. Prąd wygasł. Świetnie, akurat jak prawie to rozwiązałam musi zabraknąć tego, co akurat jest mi teraz tak bardzo potrzebne. Zeszłam na dół, potrzebuję w końcu latarki. Kurczę, mama wraca dopiero za pół godziny, jest już noc, czyli ciemno, a tu mi prąd wygasa. I jeszcze ta przestroga, że demony istnieją... Każdy róg był dla mnie przeszkodą. W końcu dopadłam latarkę, a pierwsza moja myśl: "Hahaha mam broń na was, demony!". Mądra ja. Pewnie. Wróciłam na górę, miałam zamiar gapić się w monitor, aż prąd wróci. Już miałam usiąść przed ekranem, ale zamiast tego głośno krzyknęłam. Na monitorze komputera była Amanda. Ale nie w całej swojej postaci, miała tą potworną maskę. Ale co to za różnica?!? Te same potworne włosy, maska ughh. Odsunęłam się gwałtownie, musiałam być wtedy blada jak ściana. Z głośników dał się słyszeć przeraźliwy śmiech. Zauważyłam, że klucz i kartka zaczęły się świecić. No tak. Ona chciała je zabrać! Puściłam się biegiem do biurka, szybko chwyciłam jakby wyrywając z niewidzialnych rąk. Śmiech zamienił się w przeraźliwy pisk i Amanda zniknęła z monitora. Zaciskałam te dwie rzeczy w rękach, ani drgnęłam. Po chwili włączyli prąd i chyba dopiero wtedy poczułam się swobodniej. Usiadłam znowu przed komputerem, ale usłyszałam, jak ktoś wchodzi do domu. Ahhh no tak. To mama. Na "jej zegarku" powinnam już spać, wiec czym prędzej przebrałam się do piżamy, zmieszałam z herbatą kilka kropel płynu z fiolki, zacisnęłam w ręce klucz, kartkę i naszyjnik, którego do tej pory nie zdjęłam. Jeju, za niedługo zacznę brać na noc cały plecak! Długo gapiłam się w sufit, nie umiałam zasnąć. Bałam się, że jak zamknę oczy, a później otworzę to Amanda będzie przede mną stała... W końcu jednak udało mi się zasnąć. Byłam w jakimś lesie. Wyglądał jak ten przy szkole. Nikogo nie było więc zaczęłam iść przed siebie. Wiedziałam gdzie jestem, bo znałam tę okolicę. Po chwili tak jak się spodziewałam wyszłam na łąkę. Rozglądnęłam się dookoła i zauważyłam, że praktycznie przy jedynym drzewie na tej łące siedzi Natan. Podeszłam bliżej.
       - Natan? - zapytałam, w końcu to sen i nie tylko on może się w nim pojawiać.
Odwrócił się gwałtownie.
       - O cześć. Co trzymasz za plecami? - zapytał od razu
Heh, a za plecami miałam tą kartkę i klucz. Podałam mu więc przetłumaczony tekst. Przyglądał mu się chwilę po czym zwinął w rulonik i schował do kieszeni.
       - A napis z klucza? - zapytał widząc go w mojej ręce.
       - Już prawie miałam tłumaczenie, ale prąd się wyłączył... - powiedziałam
       - Nie "się wyłączył" tylko Amanda wyłączyła. Głupio to brzmi, ale zrobiła to celowo - powiedział jak do małego dziecka, którym kurczę nie jestem!
Przewróciłam oczami, postanowiłam "pozostawić to bez komentarza".
       - Jakieś wskazówki co dalej? - zapytałam w końcu
Wzruszył ramionami.
       - Trzeba rozszyfrować zapis na kluczu i udać się z powrotem do kotłowni. Kartkę zabiorę ze sobą i pokażę radzie. To może mieć wielkie znaczenie. - powiedział
Kiwnęłam głową.
       - A powiedz, ta rada jest niby taka mądra, a głupiego napisu nie umie rozszyfrować? - wypaliłam w końcu.
Zmierzył mnie surowym wzrokiem.
       - Teoretycznie może, ale ta rada to taki jakby jedyny sąd dla demonów, wiesz ile oni mają codziennie roboty? Jak sprawdzą tę kartkę dzisiaj, to będzie już cud...
       - To może daj im też ten klucz, w wolnej chwili coś może poradzą. - powiedziałam
       - Nie. To twoje zadanie, my ci tylko pomagamy. Ciesz się, że chociaż to robimy. - odburknął.
       - Dobra, dobra, po co te nerwy? - powiedziałam spokojnie.
Przewrócił tylko oczami.
       - Słuchaj. Nie mam pojęcia, ile masz lat. Wiem tylko tyle, że na pewno jesteś starszy. Nie interesuje mnie to jednak w najmniejszym stopniu. Jeśli uważasz mnie za jakiegoś nieogarniętego dzieciaka, to proszę bardzo, znajdź sobie doroślejszą osobę do tego zadania, bo przecież dziecko nie da sobie rady - wypaliłam
Milczał przez chwilę.
       - Muszę już iść, rozpracuj klucz - zniknął.
Ale on jest bezczelny! Czyli jednak uważa mnie za dziecko. Zacisnęłam lekko pięści. Usiadłam na ziemi i zaczęłam się przyglądać kluczowi. Nie był jakiś szczególny. Zwracał na siebie uwagę tym cholernym i niepotrzebnym napisem. Moje rozmyślania przerwało coś. Dosłownie - coś. Obraz zaczął się mazać, a raczej zacinać, tak jak w telewizorze, jak coś jest nie tak z kablami. Kolory zaczęły się zmieniać, ogólny chaos. W oddali zauważyłam jakąś postać. W sumie trudno powiedzieć, że zauważyłam, bo stan otoczenia był taki, że nie wiedziałam czy to ptak, słoń, drzewo, chmura czy może człowiek. Klucz w mojej ręce zaczął się świecić i powoli "poruszał się" w stronę tego czegoś/kogoś.
       - O kurde. Amanda! - powiedziałam cicho pod nosem i mocniej ścisnęłam klucz w ręce.
To dziwnie zabrzmi, ale zaczął się porządnie wyrywać. Amanda podchodziła bliżej, więc ja odwróciłam się i zaczęłam uciekać. Moment, próbowałam uciekać. Przez te "problemy techniczne" ledwo szłam. Wszystko się kręciło, migało i zacinało. No a Amanda nie miała z tym problemu! Istoty magiczne zawsze mają łatwiej.... W końcu się przewróciłam. "Mhm to już koniec" pomyślałam, ale w tym momencie się obudziłam, co dziwniejsze.... na ziemi. Nie w łóżku, na ziemi. Ale na szczęście klucz był w moich rękach. Pół biedy. Zobaczyłam która godzina, była dopiero 5:00



Mama mi powiedziała, że dzisiaj też mogę zostać w domu. Szła dzisiaj również do pracy, tylko że trochę wcześnie bo na 5:30. W ostatnim momencie ją złapałam, żeby właśnie pogadać. Wspominałam już, że tata wyjechał na coś w rodzaju delegacji? Mniejsza. Od razu otworzyłam komputer. Sprawdzę napis teraz, a nie jak będzie ciemno, żeby znowu zawału prawie nie dostać. Już otworzony, google "wklepane". Tylko moment. Co to była za strona? No nie! Szukałam jej 2 godziny i jeszcze zapomniałam jak się nazywa! Byłam nieźle wnerwiona. Ale chwila. Przecież powinno się zapisać w zakładce "historia". Sprawdziłam ją pięć razy, nic. Nic ze wczorajszego dnia się nie zapisało. Albo raczej się usunęło. Natan w takiej chwili pewnie powiedziałby "Nie usunęło się, tylko Amanda usunęła" i zrobiłby tą swoją głupią minę. No to nic. Pozostało mi szukać tej strony na nowo. Po 30 minutach wpadłam na inny pomysł. Tak, trochę mi to zajęło, ale ważne, że wymyśliłam. Weszłam na chiński alfabet. Bez tłumaczenia. Skopiowałam odpowiednie znaczki i wkleiłam do tłumacza. Wyszło coś takiego: "Pusta księga prowadzi do zwycięstwa". Emm, no ale jak nie wiem co to znaczy? To było dziwne. Spodziewałam się "jaśniejszego" wytłumaczenia. W tej właśnie chwili zrozumiałam, że nie dam rady pojąć tego wszystkiego sama. I nie chodzi mi o pomoc Natana. Pomyślałam przez chwilę o Julii. Może mogłabym ją wtajemniczyć? Pomogła by mi niektóre rzeczy zrozumieć, a jeśli nie to we dwóch zawsze raźniej. Jak to mówią? Co dwie głowy to nie jedna. Moje przemyślenia przerwała chęć spania jeszcze. Taaak byłam śpiąca, bo była dopiero 6:15. A w sumie to była świetna okazja, żeby jeszcze pogadać z Natanem. Codzienny rytuał zanim pójdę spać wykonany więc od razu zasnęłam.



Tym razem krajobraz był biały. Nic więcej, po prostu biel.
       - Chciałaś coś? - usłyszałam głos za plecami.
Odwróciłam się.
       - Tak, chciałam zapytać o parę rzeczy.
       - Więc słucham - przybrał dosyć poważną minę.
       - Po pierwsze, dlaczego możemy rozmawiać tylko we śnie? - to mnie w sumie ciekawiło, dlaczego nie może pojawić się obok mnie i normalnie pogadać.
       - Nie jestem jeszcze dosyć "silny", aby na długo być w prawdziwym świecie. Ale spokojnie, za niedługo będzie to możliwe, cały czas rosnę w siłę - wytłumaczył
Pokiwałam lekko głową.
       - A po drugie, czy mogłabym w to "zadanie" kogoś wtajemniczyć, dobrać sobie jedną osobę?
Milczał przez dłuższą chwilę.
       - A kto to miałby być? - zapytał
       - Julie, ta co była wtedy ze mną w szkole. - odpowiedziałam z nutką nadziei, że może się udać.
Skrzywił się lekko.
       - Słuchaj Kate. To bardzo odpowiedzialne zadanie. Od tego zależy nie tylko twoje, ale życie nas wszystkich. Nie tragizuję, ani nie przesadzam, mówię prawdę. Ty się nadajesz świetnie, ale nie wiem czy ona też. Zdecyduj ty. Pamiętaj jednak, że jeśli ona zawiedzie, lub wygada, to nie tylko ona poniesie konsekwencje. Niezależnie od twojej decyzji będę rozmawiał i pojawiał się tylko w twoich snach, bo to ty zostałaś wybrana do tego zadania, nie ona ani nie wy. Ty. A teraz wybacz, muszę już iść. - skłonił się lekko, uśmiechnął nieznacznie i wyszedł.
Ale w ogóle łał! Pierwszy raz powiedział do mnie po imieniu, byłam zdumiona. Od razu wiedziałam, że nie zbytnio się mu spodobał ten pomysł. No ale dlaczego? Może jeśli nie ja, ona by na coś wpadła. Byłoby raźniej. A teraz, jeśli ja zdecyduję, że tak, to jak ona coś zawali to wszystko nie na nią, ale na mnie, że jej zaufałam. Muszę to jeszcze przemyśleć. I zacznę od razu jak się obudzę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz